Przez ostatnie dwa tygodnie błądzÄ™ w labiryncie, wszystko muszÄ™ odkrywać na nowo, proste wydawaÅ‚oby siÄ™ czynnoÅ›ci sÄ… trudne i skomplikowane. Zaraz po przyjeździe nic praktycznie nie rozumiem, sÅ‚owa zlewajÄ… siÄ™ w melodycznÄ… monilitycznÄ… caÅ‚ość. UsiÅ‚ujÄ…c ogarnąć, staram siÄ™ jak mogÄ™, gestykulujÄ™, próbujÄ™ przeniknąć umysÅ‚y rozmówców. Jest to czynność wyczerpujÄ…ca. Gdy nie mam już siÅ‚y, wyłączam siÄ™, udajÄ™ że rozumiem, potakujÄ™ i uÅ›miecham siÄ™ od ucha do ucha, choć kompletnie nie mam pojÄ™cia o co chodzi. CzujÄ™ siÄ™ jak turysta na wycieczce z przewodnikiem, przy czym przewodnik nie potrafi mówi w moim jÄ™zyku. Nic ode mnie nie zależy, gdy pytam jaki jest plan, nikt nic nie wie. Dlatego zgadzam siÄ™ na wszystko, pozwalam siÄ™ wozić i zabierać w różne miejsca, nie mówiÄ™ “nie”. Zdecydowanie nie jestem asertywny i dobrze mi z tym.
Na szczęście z dnia na dzień rozumiem coraz więcej. Zdobyłem słownik i książkę do gramatyki. Mam nieograniczony dostęp do portugalskich filmów i darmowe konwersacje. W dodatku nikt nie stara się rozmawiać ze mną po angielsku, a dzięki temu przyswajam szybciej i więcej. Nauczyłem się także przemieszczać po mieście, co wbrew pozorom nie jest takie proste. Na przystankach brak rozkładów jazdy. Nie wiadomo więc, czy autobus już pojechał? Czy dopiero pojedzie? Czy z tego przystanku w ogóle odjeżdża dany autobus. Nie znając numeru, nie wiemy nawet, którym autobusem dojedziemy do celu. Żeby autobus się zatrzymał trzeba zamachać ręką jak w Londynie. Za przejazd płaci się kasjerowi jak w Pekinie, ale nie ma tu czegoś takiego jak bilety. Nie ma kanarów, bo nie da się pojechać na gapę.
Przed wyjazdem miałem nadzieję, że znajdę się w krainie dobrego wina za pół euro, pięknych kobiet i rajskich plaż. Wszystkiego jest pod dostatkiem poza pierwszym elementem powyższej listy. Wino drogie jak jasny pieron. Do tej pory nie udało mi się odkryć odpowiednika Labiryntu za 13 zł. Znalazłem za to pięć róznych gatunków Gato Negro w cenie 40zł za butelkę, a bardzo dobry Pampas jest trzy razy droższy niż w podgórskiej Avicie. Wszyscy piją więc piwo, słabe, mocno sikaczowate, nijak się mające do Magnusa.
Do piwa dobry jest fastfood, a tych wyspecjalizowanych w sprzedaży hamburgerów jest tu wiÄ™cej niż kebabowni w Krakowie. Każdy taki miniklon McDonaldsa ma po kilkanaÅ›cie stolików, które przez wiÄ™kszość czasu sÄ… zajÄ™te. Sam mógÅ‚bym tam siedzieć od rana do wieczora i zapychać siÄ™ pysznymi burgerami, z batata palha. GwizdaÅ‚bym na kelnerów, żeby zamówić dokÅ‚adkÄ™, tak jak robiÄ… to Brazylijczycy. Gdybym tylko potrafiÅ‚ gwizdać … ;)













































