Status życia Chińczyków, przynajmniej tych, u których mieszkałem jest wysoki. Gustu nie mają za grosz, mieszkania pełne różnych dziwnych przedmiotów, bibelotów, wisiorków, naklejek. Dwa samochody – stare Volvo i nowiutkie Mondeo, obok zaprakowane najnowsze modele niemieckich i japońskich marek. Nie brak oczywiście samochodów sprzed 20 lat, ale giną w tłumie.
Wsiadam do autobusu, biletomaty jak w Krakowie, samoobsługowe, jedyna różnica polega na tym, że pieniądze wrzuca się do słoika, a bilet odrywa z bloczku przymocowanego obok, no i przejazd kosztuje 40gr. Potem metro, wysiadam na stacji Dongsi, dziesięć minut piechotą do Hostelu. Na miejscu okazuje się, że pomimo rezerwacji nie ma pewności, czy dostanę pokój. To nic, że dzwoniłem dzień wcześniej i potwierdzałem przyjazd. Mam jednak szczęście, kilka osób się wyprowadza, więc wskakuję na ich miejsce.
Razem z Aną (z Rumunii) idziemy do zakazanego miasta – szlagier, rezydencje cesarzy, tłumy napierają, spacer nie warty wydanych pieniędzy. Dowiaduję się, że cesarz poza cesarzową miał kilka konkubin, a każda z nich miała nadaną rangę. W zależności od rangi przydzielano im różne porcje jedzenia, mogły korzystać z różnych naczyń i dostawały inne wynagrodzenie. Zaraz za wyjściem z zakazanego miasta można wspiąć się na szczyt, z którego rozciąga się widok na cały Pekin. Wygląda to imponująco, nie ma tłumów, można usiąść i podziwiać w ciszy.
Powrót do hostelu przez Hutongi, niska zabudowa, wąskie uliczki, przyjemny spacer. Idę na pamięć, gubię się i nadrabiam półtora kilometra:) Pod wieczór wiatr się wzmaga, robi się chłodniej. Trzeba założyć rękawiczki i czpkę. Na zakończenie dnia postanawiam zaszaleć, kupuję robaki na patyku smażone na głębokim tłuszczu. Skórka twarda, w środku są miękkie – lekko płynne, nie zostały moim przysmakiem.
W hostelu poznaję fajnego Hiszpana, a w zasadzie Baska. W Chinach od dwóch miesięcy, obyty z chinszczyzną daje mi kilka rad.
Rano wstaję, wybywam na miasto, gdzie spotykam się z Ruimin. Studiuje informatykę, chociaż wcale tego nie czuje, a kierunek wybrała tylko dlatego, że miała dostać po nim pracę. Rozmawiamy o Chinach i Polsce, gdy pytam o Mao, mówi, że go lubi, że wyprowadził kraj na lepszą drogę i że to były trudne czasy. Po chwili dodaje, że popełnił kilka błędów. Zasada 70 dobrego i 30 złego jest nadal aktualna, a propaganda działa wyśmienicie. Dla Ruimin blokowanie youtube i facebooka jest świadectwem troski rządu o to by młodzież nie stykała się z grzechami zachodu.
Rowerem jedziemy na kampus uniwersytetu. Przy każdej większej ulicy są dwie szerokie na 3 metry ścieżki rowerowe. Jedzie się przyjemnie, jest płasko, więc nawet z małą Chinką na bagażniku nie dostaję zadyszki. Docieramy na miejsce, kampus miał być mały, a jest wielkości miasteczka studenckiego agh. Moja koleżanka nie potrafi zrozumieć jak to jest możliwe, że w Polsce akademiki są koedukacyjne, bo tutaj chłopcy nie mogą nawet wchodzić do akademików dziewczyn. Na środku kampusu stoi Grandpa Mao, i macha do poddanych, a w tle powiewa chińska flaga.
Zostawiamy rower, wsiadamy do autobusu i jedziemy zobaczyć stadiony olimpijskie. Tym razem system kupowania biletów jest nieco inny, w autobusie poza kierowcą jest sprzedawczyni, która poza tym, że zajmuje się marketingiem, jeśli zaistnieje taka potrzeba wychyla się przez okno jako żywy sygnalizator zmiany pasa. Autobus zostawia nas przy wielkiej łące, stadionu nie widać, idziemy. Mroźne powietrze znad mongolii, słońce za chwilę będzie zachodzić. Obiekty nie robią takiego wrażenia na żywo jak podczas transmisji olimpiady i reportaży z budowy. Mimo to tłumy ludzi chcą zobaczyć te cuda inżynierii ekstremalnej. Żegnam się z Ruimin, zaprasza mnie na festiwal wiosenny do swojego miasta, ale kto to wie gdzie będę za 2 tygodnie.
Chińczy są tacy jak ich piszą, plują wszędzie, mężczyźni czy kobiety – bez znaczenia. Dotyczy to jednak tylko starszych, istnieje więc szansa, że zwyczaj ten zaniknie. Przed przyjazdem spodziewałem się, że przeżyję szok kulturowy. Jednak pekin to miasto zbyt duże, żeby poczuć ilość ludzi tu mieszkających. Wszędzie za to są rowery i motorowery, przydrożne punkty pompowania kół przy hutongach, parkingi rowerowe. Kierowcy samochodów jeżdżą po ścieżkach rowerowych i mają gdzieś, to, że przechodzisz/przejeżdżasz na zielonym. Dlatego przy większych skrzyżowaniach stoją zawiadowcy z gwizdkami i chorągiewkami.
Zdjęcia robi się ciężko, od rana ostre światło i bezchmurne niebo, dające głębokie cienie. Jest trudno, dlatego jadę na północ, lub na północny wschód, do krainy wiecznej mgły – postanowione:)











